poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Gorąco.

Jest bardzo cienka, subtelna granica pomiędzy "oh! jaka piękna pogoda!", a "gorąco. umieram". Dla twórców waszego nowego ulubionego bloga, słońce to śmierć. Wysokie temperatury też.
Dzisiaj będziemy jeść głównie wodę.
Wrzuciłbym zdjęcie naszego domowego dysnepsera (kranu w kuchni), ale jestem zbyt leniwy, żeby tam pójść. Nie widzę żadnego powodu dla którego to kuchnia nie miała by przyjść do mnie, albo szklanka przyczołgać się do skraju łóżka.

W każdym razie Nikola wymyślił wczoraj (a może już wcześniej) metodę, jak nadać wodzie z kranu inny smak, niż rdzawo-rurowy. Wystarczy plastikowa butelka i resztka dżemu wiśniowego.

- Myślisz, że to się jeszcze nadaje? wskazał bohater, odkręcając słoik i przytykając mi go do twarzy.

Otóż drodzy czytelnicy, jeśli nie ma białej pleśni (zielonej, brunatnej, pomarańczowej, etc.), odór nie sprawia, że mrużycie oczy i odwracacie się w obrzydzeniu to znaczy, że się NADAJE. Wystarczy dodac trochę wody, mocno wstrząsnąć, lub jak kto woli zamieszać. Następnie całość przelać do plastikowej butelki i uzupełnić po sam korek.
W Ł A L A ! Cudowny, gaszący wszelkie pragnienie napój o smaku wiśni, która spędziła parę nocy w lodówce.

Czas przygotowania - chwila moment
dolegliwości po spożyciu - jeszcze się okaże...

<3

PS. fotorelacja pewnie kiedyś tam w końcu też.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz