niedziela, 29 kwietnia 2012

Nie lubie jeść.

Jedzenie to przykra konieczność. Nie dość, że sama czynność jest dosyć obrzydliwa to jeszcze trzeba wkładać energię w przygotowanie posiłku. Kultura popularna zmierza do estetyzacji wszystkiego. Nie dość, że trzeba ślęczeć w kuchni nad krojeniem i siekaniem to musi to później wyglądać przepięknie, "smakowicie". Szczytem masturbacji nad jedzeniem są kulinarne blogi. Zawłaszczają zarówno sferę wizualną, jak i semantyczną.
Twoja pomidorowa, musi być uwieczniona instagramem, z resztą to już nie jest pomidorowa, ale krem z organicznych pomidorów ze śmietanowym kleksem. Tak przeczytałem na blogu. Śmietanowy kleks. Jak byłem w podstawówce to kleksa można było puścić, razem z bąkiem (albo raczej bąka z kleksem).

Skoro dyskurs jedzenia (również wirtualnego) jest opanowany przez estetów to my stoimy w opozycji. Nasze jedzenie jest brzydkie, jak nasze życie.
My sami jesteśmy brzydcy.
Mamy puste lodówki i pełne zlewozmywaki.
Gotujemy, bo musimy i jemy, marząc o tabletkach, zawierającej wszystkie składniki odżywcze. Celebrujemy praktyczną brzydotę, bo nie trzeba patrzeć na to co się je.
Poproszę o zawiązanie mi oczu, jak przed plutonem egzekucyjnym.

Panie i Panowie, zapraszamy do naszego świata.

2 komentarze: